Na nieznane wody gdzieś,
Gdzie wieje wiatr - żaglowców brat,
Gdzie legendy wilków morskich prowadzą nas.
Gdzie dni długie jak miesiące,
„Szklankę rumu coli barman daj!”
Piję dziś za mój pierwszy w życiu rejs.
EKT
„Poznaj swoją klasę!” - pod takim hasłem klasa IB wyruszyła 7 września 2011 szlakiem "wilków morskich rzek i jezior", przez szerokie i wzburzone wody Wieprza na integracyjny spływ kajakowy. Opiekę nad „wilkami” roztoczyli samozwańczy, ale doświadczeni "kapitanowie żeglugi małej": Teresa Laskowska, Lucyna Kłosowska, Grzegorz Madeja i Piotr Galiński.
Kurs: Port Obrocz – zalew Rudka.
Cele kluczowe misji:
1. Nie dać się rzece i dotrzeć (wraz z kajakiem) do mety spływu (najlepiej pozostając w suchym ubraniu)
2. Rozpalić ognisko i zjeść własnoręcznie upieczone kiełbaski.
3. Wrócić do domu i opowiedzieć o wszystkim Rodzicom.
Spływy kajakowe dostarczają niesamowitych wrażeń, umożliwiając obcowanie sam na sam z naturą. Kajaki to doskonały relaks dla osób preferujących aktywne formy spędzania wolnego czasu. To możliwość zmierzenia się z własnymi słabościami, poznania siebie i swoich kolegów w sytuacjach wymagających współdziałania i odpowiedzialności oraz zwiększenia wiary we własne siły. To wreszcie lekcja tolerancji i życzliwości oraz duża dawka motywacji do pokazania się innym z jak najlepszej strony.
"Płynęliśmy parami, a każda para musiała współpracować tak, by kajak płynął w dół rzeki. Bardzo prosili nas o to kapitanowie. Na ogół nam się to udawało. Co prawda, dla niektórych załóg rzeka okazała się zbyt wąska i najeżona przeszkodami tak, że płynęli od brzegu do brzegu, a nawet pod prąd, ale ostatecznie wszyscy dali radę ukończyć spływ o własnych siłach. Na całe szczęście niepotrzebne okazały się kapoki, w które podobno dla bezpieczeństwa, wtłoczyli nas kapitanowie – nikt nie chciał wracać wpław. Jedna z załóg przeżyła niebezpieczną przygodę. Jej kajak został zaatakowany przez wodnego potwora – pajączka, co spowodowało lekką panikę na pokładzie i próbę opuszczenia jednostki na środku rzeki przez załogę. Na szczęście po namowach jednego z kapitanów, marynarze opanowali strach i w kajaku dopłynęli do mety. Po wnikliwej inspekcji dokonanej na wzburzonych wodach rzeki okazało się, że na pokładzie żadnego potwora nie było. Ech, ta bujna wyobraźnia młodych marynarzy. Na lądzie wszyscy poczuli sie bardziej pewnie. Z rozpaleniem ogniska i własnoręcznym przygotowaniem strawy wszyscy poradzili sobie znakomicie..."
Szkoda, że rejs trwał tak krótko :(
Mamy plany, by wyprawę powtórzyć w czerwcu. Dziękujemy klasie III B za bardzo miły współudział.
Justyna Czuba i Iza Chmurska